„Kontrast. Avignon” – wystawa fotograficzna Leszka Mądzika

 Żarski Dom Kultury zaprasza do obejrzenia wystawy  fotografii Leszka Mądzika zatytułowanej  "Kontrast.Avignon" .  "Mała Galeria" - sala widowiskowa "Luna" ŻDK. Ul. Okrzei 35. Wystawa czynna do końca lutego 2018. 


AVIGNON

Są miejsca, do których się wraca. To powroty przewidziane, przemyślane - mają swój plan, program. Moje spotkania z Avignonem były zawsze niespodzianką. Opuszczając po raz pierwszy to miasto nie myślałem, że kiedyś tu wrócę. To była wizyta odległa w czasie o ponad trzydzieści lat. Takie szaleństwo, by dotrzeć autostopem jak najdalej na południe Europy. Kiełkowała wtedy we mnie myśl, by zawędrować do kultowego miejsca teatru.

Byłem wówczas na początku mojej przygody z teatrem. Pierwszym spektaklom nie towarzyszyła wiara w bezwzględną trwałość wizji działania opartego na bezsłownym kontakcie z widzem. Ale Avignon przyciągał jak magnes; chciałem tu się znaleźć i obejrzeć to, co świat przywiózł na scenę Pałacu Papieskiego. Nie zważałem na przeszkody jakie stwarzała żelazna kurtyna oddzielająca dwa światy. Podróż trwała kilka dni. Wzrastająca temperatura anonsowała, że zbliżam się do celu. Avignon zawsze był rozgrzany, gorący. Na jego obrzeżach, na terenie kempingu, znalazłem przystań na te kilka dni festiwalu. Nie pamiętam tytułów wszystkich spektakli, które obejrzałem. Nie tylko dlatego, że ceny biletów były monstrualne; po prostu ten emocjonalny odbiór przytłumił we mnie chęć dokumentowania doświadczeń. Wystarczyło mi wtedy, że oglądałem, przeżywałem i chłonąłem to, co na scenie.

Teatr w Europie, tak jak i w Polsce, przeżywał wtedy złoty okres. Część tych największych zdarzeń docierała do Avignonu. To był dla mnie cudowny koktajl przeżyć, emocji i zadziwienia. W młodości chłoniemy świat bez korekty, wniosków czy konsekwencji. Czas Płynął. Wiara w teatr była we mnie po tym pobycie jeszcze silniejsza. Powstawały kolejne spektakle. Następne były "Wrota" z muzyką Przemka Gintrowskiego i "Tchnienie" z muzyką Stanisława Radwana. To na te dwa przedstawienia dotarł do Lublina w roku 1994 dyrektor festiwalu awiniońskiego. Oba spektakle zostały zaproszone na kolejne edycje odbywającego się zawsze w lipcu spotkania teatrów świata. Przez ponad dwa tygodnie, co wieczór, spotykaliśmy się z widzami w sali, w której przed laty przedstawiał "Umarłą klasę" Tadeusz Kantor. Festiwal otwierał teatr Comedie Francaise ze spektaklem "L Avare" (Skąpiec), w którym główną rolę kreował Andrzej Seweryn. I teraz, po wielu, wielu latach, ponownie zmierzam do Avignonu - tym razem ze spektaklem "Bruzda" i nowym projektem, którego premiera odbędzie się w jednym z kościołów awiniońskich. Ten pobyt w Avignionie poprzedzam zatrzymaniem się w Pontigny - w pięknym cysterskim kościele, gdzie kiedyś trwały ostatnie próby przed prezentacją w mieście papieży. Moje trzecie spotkanie z Avignonem wydaje się być ostatnie, ale czy na pewno... ? Niewiadoma była zawsze częścią naszego istnienia, naszej wędrówki, naszych spotkań.

Leszek Mądzk W drodze do Avignonu, Pontigny, 14 VII 2014 Akcent, 2014, nr 3

KONTRAST

Czasami zderzenie wydarzeń i pejzaży, ich bliskość w czasie, uwalnia intrygujący kontrast. Zostały mi w pamięci dwa światy, które zdarzyły się jeden po drugim.

Gorący lipiec zastał mnie w Avignionie, równie skwarny sierpień - w Rogóżnie, małej miejscowości pod Lublinem. Dosłownie wieńcząc pobyt w jednym miejscu, już w następnych dniach znalazłem się w drugim.

Każdą ulicą, uliczką i placem witalnego, pełnego energii "miasta papieży" płynęła rzeka ludzka. Artyści teatralni z całego świata przywieźli tu swoją sztukę, dojrzewającą miesiącami, by w tym mieście wyzwolić ją i siebie, obdarzając widzów swoim talentem. Różnym talentem - nieraz bardzo dojrzałym, a nieraz bezradnym wobec stawianych ambicji. Wszystkie warianty teatru znalazły tu przestrzeń dla siebie. Gdy słońce sięgało zenitu i rozgrzewało chodniki, kamienice i mury, towarzyszyło mu nie mniej gorące działanie zarówno indywidualnych artystów, jak i bardzo licznych grup teatralnych wędrujących w labiryncie otoczonego murem Avignonu. Najważniejsze, by zaistnieć, zwrócić na siebie uwagę, przebić się ze swoim dramaturgicznym rozwiązaniem. Ruch był jednym z silniejszych przekazów - język pantomimy, wyrażony całą postacią bądź tylko twarzą, miał nas zdobyć. Ale do tego dochodziły jeszcze kolory; żywe, fowistyczne, wypełniające nie tylko kostium, ale nieraz i całą postać aktora po to, by całkowicie ukryć jego prywatność. Orgia barw, wyraźnie odcinająca się od tła wypalonych, prawie białych murów.Pulsujące obrazy, wypełnione krwiobiegiem muzyki. Muzyki granej na żywo, improwizowanej na najdziwniejszych instrumentach. A gdy ciężar i kubatura instrumentów przekraczały klasyczne proporcje, pojawiały się dziwne pojazdy, które przemieszczały grajków z jednego miejsca na drugie. Pospolite ruszenie wszystkich odmian teatru wyciszało się bardzo późno w nocy, niemal przed świtem. I zaledwie na krótką chwilę, na krótką przerwę, by nabrać sił na kolejny festiwalowy dzień.

Opuściłem Avignon, gdy festiwal osiągał apogeum. Już następnego dnia znalazłem się w swojej przestrzeni leśnej i łąkowej, wśród jezior Pojezierza Łęczyńsko - Włodawskiego. Inny świat. Jedynie dźwięk liści komponował muzykę, a tak, to tylko cisza i cisza... Rytm dnia wyznaczała natura. Wtopiłem się w nią bardzo szybko -ogarnęło mnie pragnienie bycia jej częścią. Ten kontrast, zderzenie dwóch światów, rodził wiele myśli o tym, jak i gdzie się odnaleźć.

Leszek Mądzk Tekst ukazał się w "Charakterach" w październiku 2014 roku.

Komentowanie wyłączone.

Zobacz również: