„Pustka.Pustynia.Nic.” Spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy

Pustka.Pustynia.Nic. Spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy

Drodzy Państwo. Zadać Gombrowiczowi cios! Zrobić z Gombrowicza pantomimę! Odebrać mu słowa i zostawić tylko ciała, ciała uwikłane w inne ciała! Człowieka postawić ...

Więcej...

„Tożsamość Wila” spektakl Teatru Ludowego z  Krakowa

Tożsamość Wila spektakl Teatru Ludowego z Krakowa

Opis spektaklu: Kucharka z Kombinatu, Ronald Reagan i Lenin na jednej scenie. Niemożliwe? A jednak! Znane z absurdalnego poczucia humoru siostry – Gabriela i Monika Muskały - w ...

Więcej...

XLII Otwarty Wojewódzki Konkurs Plastyki „Salon Jesienny ” Żary 2018

XLII Otwarty Wojewódzki Konkurs Plastyki Salon Jesienny Żary 2018

 Burmistrz Miasta Żary,  Regionalne Centrum Animacji Kultury w Zielonej Górze, Żarski Dom Kultury  zapraszają do udziału w: XLII  OTWARTYM WOJEWÓDZKIM   ...

Więcej...

XXVIII Krajowy Salon Fotografii Artystycznej  – Żary 2018

XXVIII Krajowy Salon Fotografii Artystycznej - Żary 2018

 Burmistrz Miasta Żary, Żarski Dom Kultury i Regionalne Centrum Animacji Kultury w Zielonej Górze zapraszają do udziału w: XXVIII Krajowym Salonie ...

Więcej...

Konkurs literacki UTW ŻDK o „Złotą Sowę” rozstrzygnięty

utw_50e-tomik literacki „A czas jak rzeka płynie…”

utwory nagrodzone w konkursie literackim UTW ŻDK o „Złotą Sowę”  2015 rok

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII „POEZJA” Joter – Jadwiga Rupieta Wiersz 1 Bolesna bezradność duszy zamknięta na klucz, do której nie ma dostępu Zgubiony klucz nie daje się odnaleźć Po co klucz, który nie pasuje. Wystarczy nacisnąć klamkę, by wpuścić chociaż odrobinę słońca. Szeroko otwieram oczy ze zdziwienia, że to co wydało się trudne, jest takie proste. Wiersz 2 Dogaduję się ze swoim sercem. Kompromisu szukam z kręgosłupem. Wyprowadzam na spacer czerwone krwinki, by lepiej krążyły, oddychając świeżym tlenem i dokarmiając moje fizyczne ja. Moje duchowe ja cieszy się: podziwiam zalążki pąków, krzewy w ogrodach, słoneczne kule forsycji, wielokwiatowe magnolie, barwne tulipany. Wracam do domu zadowolona: udało się znowu dogadać sercem, zaprzyjaźnić z bólem, który przychodzi, kiedy chce. Oddycham lekko, jest mi ciepło. Może napiszę nowy wiersz? Wiersz 3 Patrzysz, idzie głupota z wysoko podniesioną głową. Ona nie uznaje filozofii życia drugiego człowieka jednie własną, która niszczy jak pochodnia w niewłaściwej dłoni. Nie pozwól głupocie panować. Powiedz, Nie. BRĄZOWA SOWA W KATEGORII POEZJA WIŚNIA – Alicja Stambulska - Góra Sen” Przyszło do mnie lato Zielone soczyste Przyszło do mnie lato Dźwięczne zamaszyste W ciepłą słodycz lata Pszczoły grały swojsko Brzozy szły do nieba Szeregiem jak wojsko W rozwianych pałatkach Zielonością włosów Muskały zalotnie Dłonie trwa i wrzosów W usta ucałowałam Porę upragnioną W pół obejmowałam Zieloność zieloną Biegałam za słońcem Upajałam chwilą Na kwietnej polanie Zbudziłam się…zimąPożegnanie” Pamięci Mojego ojca Jeszcze lekko, leciutko tchnieniem unieść się w słońce z motylem z ważką zawirować akacją zapachnieć zaszumieć dąbrową w trelach słowiczych zatracić w zielonej bryzie się schować a potem spłynąć deszczem gołębiem w okno zapukać woale mgieł zaciągnąć odfrunąć Oczarowanie” Oczarowanie sfrunęło po schodach Skrzydłami oczu zielonych Objęło postać kwiecistej sukience I utonęło w źrenicach przeczuciem nieśmiałym Szarpnęło sercem A usta zadrżały zdziwionym uśmiechem Wszystko co dotąd skrywały półcienie Zatrzepotało Objęło ramieniem Skurczem wzruszenia Słowem bez słowa Dreszczem pragnienia Muśnięciem Amora SREBRNA SOWA IWA – Halina Borowiec PERON Zmierzchało Ludzie podążali do domów ona siedziała na dworcowej ławce nigdzie się nie spieszyła nikt na nią nie czekał Jutro tłumy spieszyć będą na cmentarze w trosce o groby zmarłych, czy tylko ten jeden raz w roku pamiętają ? Późny październikowy wieczór przedostatni przed 1 listopada podarował dobrą pogodę nie zmarznie na ławce Miauczenie przestraszonego kociaka odbiło się w sercu zbolałym spodeczek mleka dla kota co dla serca gdy tabletka zawodzi Nie ma spokoju choć dzień mija przed nią noc niespokojna nie przyniesie ukojenia nic nie zmieni będzie pamiętać Trzeba się ruszyć gdy drętwieją i marzną ręce nogi jeszcze chwila kończąca godziny wyczekiwania na pociąg Latem 2010” Lipcowym popołudniem Leniwe szczekanie psa Pracowity szczebiot ptaków Orzeźwiający powiew wiatru Uspokajający poszum drzew W ścisłej harmonii Spokój ciepła Mocno grzejącego słońca Sporadyczne krakanie gawrona Krótkie niecierpliwe wołanie Lecącego ptaka Przerywane cienkim przeciągłym - Ti – ti – ti innego w gęstej koronie drzewa Symfonia zapachów Kwitnących kwiatów Świat ostro podzielony Na blask i cień Jaskrawość oślepiona Półmrok daje ukojenie Zmęczonym oczom Senność wlewa się w ciało DEDYKACJA Pamięci Janusza Gniatkowskiego” Janusz Gniatkowski rodem ze Lwowa Polskę ukochał i tu pochowan. Żył w Częstochowie, mieszkał w Poraju, To tu, sam mówił „życie jak w raju”. Podróż do gwiazd, Paryża, Rzymu Był też i Wrocław, miłość z dziewczyną Bolero, walczyk, rumbę śpiewałeś I ją do tańca w rytm porywałeś. Kwiat dla Krystyny pachnie latami, Ty przychodziłeś do Niej z różami. Zimą na łyżwy Ją zapraszałeś, O swej miłości wciąż zapewniałeś. W daleką drogą się wybierałeś, Gdy tęskniliśmy, dla nas śpiewałeś. Miłości słowa płyną latami, Apasjonata” jest ciągle z Nami. Kochają Ciebie wszystkie kobiety, Dziś nikt nie śpiewa jak Ty, niestety. Głos aksamitny pieści nocami, Radość nam dajesz całymi dniami. Było, minęło, my pamiętamy, Twoje piosenki zawsze śpiewamy. Poraj je sławi Twoim imieniem, Wciąż tu wracamy mocno stęsknieni. ZŁOTA SOWA PRADE – Janina Lenart Lot do córki” Wzbijam się w niebo Ścigam z ptakami Słońce na wyciągnięcie ręki Chmury jak lodowe rzeźby Otaczają mnie dookoła A może to anioły rozpostarły skrzydła I niosą za wielką wodę Tam ramionami obejmuje cząstkę mnie Którą los rzucił tak daleko Będziemy się cieszyć każdą chwilą Tęsknotę zamkniemy na klucz Otworzymy serca Wymienimy się zawartością I chociaż chciało by się tak trwać To znów… Wzbije się w niebo Anioły z rozpostartymi skrzydłami Będą mnie niosły Lecz oczy nie widzą ptaków Słońce swym blaskiem nie mami Po policzkach płyną łzy To tęsknota wymknęła się spod klucza I znów bardzo dokucza. Zapachy dzieciństwa” Wspominam dom pełen spokoju i melancholii Szczelnie otulony kwiatami Do okien zaglądały kiście bzu i magnolii Malwy jak dorodne panny w ogrodzie Prześcigały się w swej urodzie Szpaler róż – cud natury Z których później robione były konfitury No i ogromna lipa jak w Czarnolesie Nie szczędziła cienia Zapraszając do chwili wytchnienia Rzędy wspaniałych winogron To była kryjówka Kiedy coś przeskrobałam Chowałam się w nich jak mrówka Dalej sad w nim drzew owocowych krocie Wiśnie jabłka z rumieńcami gruszki Jak u zawstydzonej dziewuszki W cieniu tych drzew Gdzie promienie słońca migotały Na kocu pod okiem Matki Sadzałam lalki rozkładałam szmatki Szyłyśmy ubranka Czasem rodziła się nowa lalka z gałganka W pamięci również głęboko została Kapliczka mała – biała Na łące zbierałam kwiatki dla Bożej Matki Najwspanialsze były wieczorne majówki Gdy kto żyw spieszył wyśpiewywać swe dzięki Dla Świętej Panienki Do nieba płynęły pieśni piękne tomy A księżyc mrugał wielce zadowolony Tak dzień kolejny, kolejne lata Los warkocz doznań skrzętnie splatał Zapachy smaki obrazy z dzieciństwa Zostaną do końca świata. Słowo” Kiedy się słowo wymyka Jedno Kolejne Następne To jak para z czajnika Unosi się Gęstnieje By opaść kroplami Myśli Doznania Treści W KATEGORII PROZA – ZŁOTA SOWA Gwiazda – Halina Małachowska Moje wigilie z dzieciństwa

Jako dziecko pamiętam tylko jedną choinkę w moim rodzinnym domu. Mogłam mieć wówczas cztery lub pięć lat. Rodzice przyjechali do miasta, przywieźli kilka pudełek pięknych kolorowych bombek i całe kartony wyrobów z karbowanej bibuły: Anioły, Mikołaje, i różne mniejsze laleczki. Dla nas kolorowe sukieneczki z czerwonej i niebieskiej grubej flaneli w różne kratki. Pamiętam też, że na choince wisiały jabłka i długie cukierki. Były też świeczki poprzypinane w metalowych lichtarzykach.

Na drugi rok, już choinki nie było. Za to była wojna rok 1939. Miałam sześć lat. Przyszli Niemcy, zabrali nam z domu mosiężne klamki od drzwi i coś jakby żyrandol czy lampę od sufitu. Mama wówczas zebrała wszystkie bombki choinkowe, nawlekła na sznurek i cały pęk jak żyrandol zawiesiła u sufitu w pokoju. Później pamiętam już tylko pasterkę. Zbierali się młodzi, starzy, dzieci i szli do kościoła na pasterkę. W kościele świeciło się dużo świec z naturalnego wosku i śpiewano kolędy. Była to wielka atrakcja iść nocą w duży mróz i śnieg ze śpiewem kolęd.

Ta przyjemność też krótko trwała. Kościół zamknęli Niemcy i nie wolno było do niego chodzić. Lewą nawę zamurowano i zrobiona tam kostnicę dla umierających ludzi. Był rok 1941, w zamkniętym kościele przyjęłam Pierwszą Komunię Świętą. Mama leżała ciężko chora, chciała przed śmiercią żeby mnie posłać do Komunii. Wynajęła potajemnie katechetkę, żeby mnie nauczyła katechizmu. Mama z Babcią uszyły mi nową sukieneczkę z wojskowego munduru, koloru khaki z bordowym karczkiem. Do kościoła ksiądz nas prowadził po kryjomu tylnymi drzwiami. Wyspowiadał mnie przy konfesjonale, dał mi komunię przy ołtarzu i szybko poszliśmy na plebanię. Tam mnie przepytał, dał obrazek, który później mi zginął. Po pięćdziesięciu latach ten obrazek, zobaczyła moja starsza siostra u sąsiadów, odebrała go i mi przysłała. Jest tam dedykacja dla mnie i data. W czasie wojny w tym kościele byłam jeszcze raz kiedy przywieziono do kostnicy ciało mojego Taty. Tata uległ wypadkowi na budowie przy pracy w majątku u Niemca i zmarł w szpitalu w Sierpcu we wrześniu 1942 roku. Tam całowaliśmy tatę na pożegnanie.

Następną wigilię miałam w 1950 w Kudowie Zdroju. Pracowałam w Czechosłowacji, a mieszkałam w internacie w Polsce. W nowym długim baraku była bardzo duża świetlica, a w drugiej połowie bardzo duża stołówka. Kiedy weszłyśmy na kolację wigilijną, stała tam olbrzymia oświetlona choinka. Stoły nakryte białymi obrusami. Na stołach ciasto drożdżowe z kruszonką, śledzie i coś ale nie pamiętam. Były władze Kudowskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego. Władze miasta, delegat z Warszawy. Były rozsunięte drzwi do świetlicy i cały czas grała muzyka z płyt.

W tej świetlicy muzyka grała prawie całą dobę, bo i stołówka też tak pracowała. Nas tam było 600 dziewcząt pracujących w Polsce na różne zmiany, dojeżdżających do Czechosłowacji i jeszcze na inne zmiany. Do tego jeszcze dojechały rodziny greckie. Coś się w Grecji wydarzyło i oni przybyli. W tej sytuacji stołówka i świetlica były czynne całą dobę. Kiedy się przyszło to się tańcowało albo jadło.

Komentowanie wyłączone.

Zobacz również: